sobota, 27 kwietnia 2013

Zakorzeniłam się

Cześć,

Nie było mnie tak dawno, że aż się sama dziwię co ja tu znów robię, ale muszę się wygadać, nie dam rady inaczej. Chodzę na warsztaty, uczę się uprawiać poezję. Nie jest łatwo ale nikt nie mówił, że będzie. W każdym razie jest przyjemnie, bo robię to co lubię najbardziej. Nie jest miło, kiedy bólem serca usuwam z wiersza zdania, które podobały mi się najbardziej. Nie to żeby były złe, ale mam tendencję do kończenia wiersza w jego środku i zaczynanie nowego wątku. Muszę nad sobą pracować i kończyć to co zaczęłam a nie omijać sprawy i udawać że nigdy tak nie miało być. Co wtorek po szkole latam do amfiteatru z teczką tekstów i pracuję nad nimi, dążąc do perfekcji. W środy natomiast spotykam się z większą grupą artystów i robimy różne bezbłędne rzeczy. Żyję tylko wtorkami i środami.

Efekty zabawy są takie:

                                    Nie wiedziałam nawet, że mogę tak niebezpiecznie wyglądać :D


Zostawiam wam na koniec kolejny tekst:

Jestem

poza zasięgiem, dotykam dna.
Nie odnalazłam eksplozji na powierzchni ziemi
z nocą bez księżyca.
Przesiaduję w piaskownicy,
żywię się cyjankiem.
I nie chcą mnie stąd zabrać.
Dzielę niebo na pół.
Odchylam się nagłym ruchem
i zbieram gwiazdy.
Pochłaniam je jak powietrze.
Tulą mnie do snu,
podłożyli pod moją głowę
bawełnianą poduszkę.
Unieśli ręce ku niebu
myślą że usnę.
Nie chciałam ci tego robić,
kazali mi mrowić się naprzeciw
od wczorajszej nocy.
Ale nie było mnie w tej ciemności
na granatowych wzgórzach, płaczącej miarowo.
Zakorzeniłam się,
opadam tak lekko,
jakbym była pierzem.
Próbowałam zawracać na tysiąc sposobów,
bezskutecznie.
Ja i luna musimy być krewnymi,
jesteśmy podobni.
Krążymy po ciemnej wykładzinie,
kaszlemy pyłem
i nie chcą nas stąd zabrać.

Miłego!