Nie było mnie tak dawno, że aż się sama dziwię co ja tu znów robię, ale muszę się wygadać, nie dam rady inaczej. Chodzę na warsztaty, uczę się uprawiać poezję. Nie jest łatwo ale nikt nie mówił, że będzie. W każdym razie jest przyjemnie, bo robię to co lubię najbardziej. Nie jest miło, kiedy bólem serca usuwam z wiersza zdania, które podobały mi się najbardziej. Nie to żeby były złe, ale mam tendencję do kończenia wiersza w jego środku i zaczynanie nowego wątku. Muszę nad sobą pracować i kończyć to co zaczęłam a nie omijać sprawy i udawać że nigdy tak nie miało być. Co wtorek po szkole latam do amfiteatru z teczką tekstów i pracuję nad nimi, dążąc do perfekcji. W środy natomiast spotykam się z większą grupą artystów i robimy różne bezbłędne rzeczy. Żyję tylko wtorkami i środami.
Efekty zabawy są takie:
Nie wiedziałam nawet, że mogę tak niebezpiecznie wyglądać :D
Zostawiam wam na koniec kolejny tekst:Jestem
poza
zasięgiem, dotykam dna.
Nie
odnalazłam eksplozji na powierzchni ziemi
z
nocą bez księżyca.
Przesiaduję
w piaskownicy,
żywię
się cyjankiem.
I
nie chcą mnie stąd zabrać.
Dzielę
niebo na pół.
Odchylam
się nagłym ruchem
i
zbieram gwiazdy.
Pochłaniam
je jak powietrze.
Tulą
mnie do snu,
podłożyli
pod moją głowę
bawełnianą
poduszkę.
Unieśli
ręce ku niebu
myślą
że usnę.
Nie
chciałam ci tego robić,
kazali
mi mrowić się naprzeciw
od
wczorajszej nocy.
Ale
nie było mnie w tej ciemności
na
granatowych wzgórzach, płaczącej miarowo.
Zakorzeniłam
się,
opadam
tak lekko,
jakbym
była pierzem.
Próbowałam
zawracać na tysiąc sposobów,
bezskutecznie.
Ja
i luna musimy być krewnymi,
jesteśmy
podobni.
Krążymy
po ciemnej wykładzinie,
kaszlemy
pyłem
i
nie chcą nas stąd zabrać.
Miłego!


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz