czwartek, 9 maja 2013

Od kiedy wróciła wiosna

Hej,

Wróciłam z długiego spaceru. Korzystając z wiosny ubrałam krótkie spodenki i ruszyłam. Drzewa porosły zielenią, taką żywą i świeżą, a niebo już dawno nie było tak niebieskie. Dużo czasu spędziłam dziś poza domem i myślę, że tak będzie coraz częściej. Na dworze jest tak ciepło, mogłabym cały czas chodzić w sukienkach. Tak naprawdę nawet zimą je noszę. Mam nadzieję, że ta wiosenna, kwiecista atmosfera pozwoli mi pisać coraz to lepsze teksty.
         Na spacery najlepiej chodzi się samemu, ale czemu by tak od czasu do czasu nie zabrać siostry?



Wiosna jest cudowna, ale moją ulubioną porą roku nadal zostaje jesień.
Trzymajcie się ciepło i wiosennie! :-)



Do wiatru
jak co rano w niedzielę
wyszłam
i patrzyłam unosząc powieki
jak rozmywa się na sosnach biel
Nie przychodził tu często
ale jak pojawił się w lutym
tak został
i patrzyliśmy razem
na zastoje na asfaltach
murawy nie było widać już wcale
a wszystkie chodniki opływała żółć
pewnie wróciłabym już dawno
ale żadna droga nie prowadziła
do domu
poza tym nie lubił
jak odmawiałam. 


sobota, 27 kwietnia 2013

Zakorzeniłam się

Cześć,

Nie było mnie tak dawno, że aż się sama dziwię co ja tu znów robię, ale muszę się wygadać, nie dam rady inaczej. Chodzę na warsztaty, uczę się uprawiać poezję. Nie jest łatwo ale nikt nie mówił, że będzie. W każdym razie jest przyjemnie, bo robię to co lubię najbardziej. Nie jest miło, kiedy bólem serca usuwam z wiersza zdania, które podobały mi się najbardziej. Nie to żeby były złe, ale mam tendencję do kończenia wiersza w jego środku i zaczynanie nowego wątku. Muszę nad sobą pracować i kończyć to co zaczęłam a nie omijać sprawy i udawać że nigdy tak nie miało być. Co wtorek po szkole latam do amfiteatru z teczką tekstów i pracuję nad nimi, dążąc do perfekcji. W środy natomiast spotykam się z większą grupą artystów i robimy różne bezbłędne rzeczy. Żyję tylko wtorkami i środami.

Efekty zabawy są takie:

                                    Nie wiedziałam nawet, że mogę tak niebezpiecznie wyglądać :D


Zostawiam wam na koniec kolejny tekst:

Jestem

poza zasięgiem, dotykam dna.
Nie odnalazłam eksplozji na powierzchni ziemi
z nocą bez księżyca.
Przesiaduję w piaskownicy,
żywię się cyjankiem.
I nie chcą mnie stąd zabrać.
Dzielę niebo na pół.
Odchylam się nagłym ruchem
i zbieram gwiazdy.
Pochłaniam je jak powietrze.
Tulą mnie do snu,
podłożyli pod moją głowę
bawełnianą poduszkę.
Unieśli ręce ku niebu
myślą że usnę.
Nie chciałam ci tego robić,
kazali mi mrowić się naprzeciw
od wczorajszej nocy.
Ale nie było mnie w tej ciemności
na granatowych wzgórzach, płaczącej miarowo.
Zakorzeniłam się,
opadam tak lekko,
jakbym była pierzem.
Próbowałam zawracać na tysiąc sposobów,
bezskutecznie.
Ja i luna musimy być krewnymi,
jesteśmy podobni.
Krążymy po ciemnej wykładzinie,
kaszlemy pyłem
i nie chcą nas stąd zabrać.

Miłego! 

niedziela, 27 stycznia 2013

Dla mnie też za długa zima

Hej,

Mam to szczęście, że za moim blokiem istnieje łąka a zaraz za nią ogromny las. Mieszkam na przedmieściach, z dala od miejskiego zgiełku. Lubię to miejsce. Lubię obserwować jak z sezonu na sezon zmienia się widok z okien. Już od dłuższego czasu gościmy zimę a las prezentuje się tak:
Drzewa zimą wyglądają tak melancholijnie, a nie mogę oderwać on nich wzroku. Kocham takie widoki, ale najczęściej zza okiennej szyby. Zima mimo swojej magicznej atmosfery, jest odrobinę za długa.
Kilka dni temu do mojej szafy zawitało kilka nowych rzeczy. Jedną z nich jest sukienka, która mimo swojego typowo letniego materiału kojarzy mi się z zimą.
Kupiona została w ciucholandzie za całe 4,50 zł. :-) Nie mam nic przeciwko szperaniu w takich miejscach.
Mojej mamie niestety sukienka nie przypadła do gustu, za to gdy dyskutowałam z mamą na temat jej wyglądu, pewna starsza pani stanęła po mojej stronie, podzielając moje zdanie. Takim sposobem trafiła ona do moich rąk. Choć mimo twierdzeń mamy i tak bym ją przygarnęła za te pieniądze.

 Swoim wyglądem pasuje mi do śnieżnego puchu, lecz nie jestem do końca pewna czy na taką pogodę jest odpowiednia. Ta sukienka jak widać ma swoich przeciwników i zwolenników. Podobno wygląda też jak koszula nocna dla staruszki ;-) Sukienki to zdecydowanie moja ulubiona część garderoby. Już za kilka miesięcy czeka mnie bal gimnazjalny i wybór sukienki. Co prawda już mam swoją wizję, ale pożyjemy, zobaczymy. Na sam koniec tradycyjnie zostawiam wam wiersz, przeplatany zmieniającymi się porami roku jak i ludźmi...


Drzewa zimą

Konwalie są zbyt delikatne, by znały smak soli.
Róże są owlekane ukłuciami, nie można ich porównać do konwalii.
Nauczyłam się milczeć z posępnym kamieniem w gardle.

Nigdy nie znałeś mnie takiej.
Uzbierałam bukiet ze stu śnieżnych pyłków,
po jedenastu chwilach zwiędły. Chciałam perfekcji.

Do tej pory byłam szkicem
rysowanym od tyłu z zaprzęgiem do zwiedzania ogrodu.
Teraz drzewa są martwe. Blizny tkwią na mojej skórze.

Jestem tu gościem, lecz tubylcy nie mają nic do zaoferowania
prócz twardych liści na dnie. Modre strzępki stają się wątłe
i prawdopodobnie wkrótce wyrzekną się obecności.

Kalekie łodygi graniczą ze schyłkiem. Kiedyś byłam inna.
Różnię się od drzew, wciąż imigruję, gdy one trwają w posadce.
Zamiast nałożyć na ranę plaster, uwydatniałam ją, poszerzając szczelinę.

Przecież chabry nigdy nie będą makami. Kiedy w końcu
będziesz zdolny to zrozumieć? Mimo, że rosną tak blisko siebie,
a pewnego dnia być może umrą w ten sam sposób co ja.


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Zamurowane niebo

Cześć,

Mama zabrała mi książkę o Marilyn Monroe, którą właśnie czytałam, więc muszę poszukać sobie czegoś nowego. Zapewne mama zdążyć ją przeczytać zanim ja znajdę jakaś inną. We wszystkich bibliotekach w okolicy nie ma Nostalgii Anioła :-( Właśnie zaczęły mi się ferie, przypuszczam, że nie spędzę ich tak jakbym chciała. W drugim tygodniu będę chodzić do szkoły na zajęcia, które mają nas przygotować do egzaminów. Powinnam w pełni wykorzystać ten czas ferii, czy to mi się uda? Nie wiem, w każdym razie zamierzam się dobrze bawić. Mam cichą nadzieję, że będzie choć trochę okazji do napisania czegoś nowego. Mam pełno pomysłów, ale potrzebuję dłuższej chwili spokoju, żeby usiąść i wyrzucić z siebie wszystko.

Zawsze podobały mi się klatki dla ptaków. Marzyłam, żeby mieć taką piękną dużą klatkę, a nigdy nie udało mi się uczynić moich marzeń rzeczywistymi. Jestem pełna nadziei, że już niedługo znajdę klatkę, którą będę mogła zanieść do domu. Nie zamierzam w niej trzymać ptaków, a kwiaty. Ewentualnie świece :-)  Rok temu udało mi się napisać coś zainspirowanego tym motywem. Pokazuję wam kolejny wiersz, mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu.
Polecam wam przy czytaniu posłuchać tej melodii, mi zawsze lepiej się czyta przy muzyce ;-)



Firmament z cegieł


Zbudowałam ci firmament z cegieł
w twojej małej klatce -
byś już nigdy nie odszedł.
W końcu tak długo czekałam...
Zaparzyłam już herbatę
w porcelanowej filiżance,
już ubrałam moją sukienkę z kokardami,
udekorowałam pokój zapachem róż,
splotłam włosy w swoje złudzenia
wpatrując się w wskazówki zegara...
Zamknę klatkę na klucz,
nie pozwolę twoim dłoniom się uwolnić.
Zostawię zapalone światło i odsłonięte firanki,
byś przypadkiem nie zgubił drogi.
Nie chcę być rozsądna...
Powitałam deszcz
czekając na dygotanie serca.
Straciłam równowagę śniąc sen
okaleczony tęsknotą.
Postawiłam naprzeciw siebie lustro
bym nie czuła się samotna
czekając na ciebie.
Teraz usta nie mówią,
ręce drżą
Nieznany odgłos otwieranych drzwi...
a twoja filiżanka jest nadal pusta.
Unoszę powieki licząc kwiaty w kałamarzu
znów nie przyszedłeś
znów siedzę tu sama
czemu cię nie ma?
znowu ocieram oczy półdźwiękiem łez.
Herbata zdążyła wystygnąć
wyczekując na melodię twoich stóp
unikając pobłażliwych słów.
Ptaki z klatki już odleciały
zostań
na moment
Czy stworzyłam coś co sprawiło iż odszedłeś na zawsze?
Nie mogę polecieć za tobą
nie mam skrzydeł
a dziś pada deszcz, więc anioły nie latają
wśród firmamentu z cegieł
który ci zbudowałam
w twojej małej klatce.



czwartek, 10 stycznia 2013

Mówimy do siebie listami

Cześć,

Ułożyłam się właśnie wygodnie w fotelu, a kąciki moich ust rozkoszują się herbatą. Chciałam się po prostu przywitać. Jak się macie? Ja przyznam, że jestem okropnie zmęczona przeżywaniem kolejnego dnia. Powinnam mniej rozmyślać. Dalej nie mogę pogodzić się z tym, że mamy już nowy rok. Dziwnie się czuję myśląc, że tamten po prostu był i przeminął. A był jednym z najbardziej wyczerpujących, najbardziej szalonych i najcudowniejszych jakie udało mi się przeżyć. Jednak teraz nie narzekam, jest dobrze, tak jak miało być. Zbliża się kolejny konkurs poetycki, zamierzam się na niego wybrać, życzcie mi powodzenia :-) A teraz zostawiam was z kolejnym wierszem, może przypomną wam się święta... zeszłoroczne, lub jakieś z przed lat.

                                                     

 Niewysłane listy

Blade dłonie na okiennej szybie,
zdarty lakier do paznokci,
świecące lampki otulone w nadzieję,
płatki śniegu pływające w powietrzu,
życzenia uwięzione w śnieżnej kuli,
karmazynowa sukienka na wieszaku w starej szafie -
- nigdy nie założona.
Zamarznięte stopy,
zapach wosku,
wiatr niosący twoje słowa...
Siedząc na dywanie
z rozpuszczonymi włosami
spekuluję jak się masz w te święta...
Szukam niewysłanych listów -
utopionych w atramencie.
Zwiędłe liście,
granatowy sweter.
Próbujące przytulać mnie swoimi ramionami
niekończące się myśli...
Podobno zawsze znajdę drogę powrotną
ale nie znalazłam powodów, by się cofać
ani powodów, by iść dalej...
Usypiam wspomnienia
w niepościelonym łóżku.
W tym zatłoczonym pokoju brakuje twojego cienia
- zauważyłeś?
Nuty zapisane w zeszycie
wypełniające dźwięk pukania do drzwi.
Wtedy ujrzałam twój uśmiech na ich progu,
będąca pod wielkim wrażeniem.
Lęk znikający z lodowych oczu
schowany gdzieś pomiędzy kartkami.
Peregrynuję pośród wypisanych linii
poszukując niewypowiedzianych zdań
spoglądając na znoszone buty,
brudne mankiety,
podarty szalik
i ciebie
a tamte chwile oprawiam w ramkę.


środa, 9 stycznia 2013

Mów mi Frania

Hej,

      Piszę do was w ten chłodny wieczór, kiedy za oknem drzewa pochowały się w ciemnym obszarze ja znudzona mówieniem do ścian, postanowiłam założyć bloga. Nie jestem co do końca pewna czy znajdzie się ktoś, kto będzie miał ochotę na czytanie tego co mam akurat do powiedzenia. Potraktuję to jako doświadczenie, a jeśli po drodze jakiś dobry człowiek zatrzyma się u mnie choć na chwilę będzie mi ogromnie miło, obiecuję.
       Mówią na mnie Frania. Imię wprawdzie mam inne, jednak to służy mi jako pseudonim. Nie ma w moim życiu niczego co kocham bardziej od pisania. No może zachody słońca. Piszę już od małego. Próbowałam różnych, naprawdę różnych form: od tekstów piosenek do książek, zaprzestając na poezji. Mam za sobą kilka konkursów poetyckich. Udało mi się w każdym z nich zostać laureatem. Jestem z tego powodu niewyobrażalnie szczęśliwa. Marzy mi się wydać kiedyś własny tomik, ale to jeszcze przyjdzie w swoim czasie, mam nadzieję. Pomyślałam sobie, że skoro komuś tam podoba się to co piszę, jest miło przyjmowane, to może spodoba się i wam. I właśnie wierszami chciałabym się z wami dzielić, ale nie raz odejdę od tego tematu i będę po prostu sobą - piętnastolatką. Naprawdę będzie mi przyjemnie spędzać czas na pisaniu dla was i dawaniu wam wszystkiego co mam w tej chwili w zanadrzu.                                                  

Frania :-)


Mechaniczny sen

Połóż się już spać -
na jawie panuje wrzawa.
W łóżku znajdziesz jesień
i czerwone liście raniące skórę
spadają tam przy trzecim obrocie.
Utop się w fiołkowej pościeli
fałszując uczucia.
Mówisz: Znam to miejsce!
a nas nigdy tam nie było.
Nie budź się.
Zaraz zakwitną hiacynty
z boku w kolorze ametystu
a na deszczu znów zaczną blednąć.
Muszę być posłuszna niebu.
Nie przeraź się dźwięku płaczu
uderzającego falami o cytadelę.
Nie zważaj na klepsydry.
O dwa ziarenka piasku za dużo!
Minuty zastygły.
Zanurz się w objęciach Morfeusza,
trzymaj się melodii kołysanki
nawet gdy muzyka zacznie grać ciszej.
Łapacze snów bywają nieskuteczne.
Żaden pocałunek cię nie zbudzi
Śpij...
Księżyc topi się
i upada.
Czarno-biała retrospekcja
budząca błogość
- usypia słowa -
Otul się wśród nut
i śnij.